Z Warszawy do Zielonej Góry: Historia Pauliny z zespołu 501

powrót do listy
Z Warszawy do Zielonej Góry: Historia Pauliny z zespołu 501

Paulina została Metapackerką pół roku temu, zasilając zespół 501 na stanowisku System Analyst.

Wcześniej uczyła się i pracowała w Warszawie. Zmęczona wielkomiejskim życiem spakowała się i przyjechała do Zielonej Góry. Dzisiaj udowadnia, że nie trzeba mieszkać w stolicy, żeby rozwijać się w branży IT i w międzynarodowej firmie. Poznaj jej historię.

Paulino, mimo młodego wieku, zatrudniając się w Metapack, miałaś już za sobą pierwsze zawodowe doświadczenia. Czy były bezpośrednio związane z tym, co robisz obecnie?

Rzeczywiście jestem świeżo po studiach, ale przed Metapackiem zdobyłam trochę doświadczenia. Pracowałam najpierw jako Delivery Operation Specialist, a potem, już po przeprowadzce do Zielonej Góry, jako Project Manager. Trwało to jednak dosyć krótko.

W jaki sposób Twoje drogi zeszły się z Metapackiem?

Moja przygoda z firmą Metapack zaczęła się w momencie przeprowadzki do Zielonej Góry. Złożyłam wtedy tutaj swoją aplikację, ale niestety nie było odpowiednich stanowisk dla mnie. Niie udało mi się dołączyć do zespołu. Mimo to, po kilku miesiącach odezwał się do mnie dział HR z Metapack. Był to dobry moment – postanowiłam spróbować swoich sił i wzięłam udział w procesie rekrutacyjnym.

Twoja decyzja o przeprowadzce jest odrobinę nietypowa, bo postanowiłaś przenieść się z Warszawy do dużo mniejszego miasta. W dodatku w samym środku pandemii. Skąd wziął się ten pomysł?

Tak, wiele osób to dziwi, bo wszyscy mówią, że kierunek migracji odbywa się raczej w odwrotną stronę (śmiech). Ale Zielona Góra jest pięknym miastem, jest też spokojnym miastem. Mam tutaj w okolicy rodzinę, co dodatkowo mnie przekonało, bo bywałam tutaj w dzieciństwie i bardzo mi się tu zawsze podobało. To też fajna lokalizacja – dwie godziny nad morze, dwie godziny w góry, dwie godziny, żeby wyskoczyć do Berlina. W okolicach jest Poznań, Wrocław. Moim zdaniem to jest fajne miejsce i tutaj się bardzo dobrze czuję.

Nie każdy odnajduje się w Warszawie, to jest miasto, w którym wszystko pędzi. Mówi się, że w Warszawie po przeprowadzce patrzy się, jak ludzie biegną, a po dwóch tygodniach biegnie się razem z nimi. U mnie też tak było. W którymś momencie się zatrzymałam w tym pędzie i zdecydowałam, że nie chcę tak dłużej. Szczególnie w pandemii, która wiele rzeczy zweryfikowała. Życie zwolniło na chwilę, a w okolicach maja, czerwca, kiedy nastąpiło luzowanie obostrzeń, wszyscy znowu zaczęli biec. Znowu pojawiły się te ogromne korki i stanie po godzinie w aucie, to nie jest życie dla mnie.

Wiemy już, że odwagi Ci nie brakuje, skoro potrafisz rzucić wszystko i zacząć życie gdzieś indziej. Jednak przeprowadzka w pandemii oznaczała, że musiałaś zmierzyć się z nową zawodową rzeczywistością – rekrutacja, onboarding online, poznawanie zespołu w warunkach zdalnych. Czy nie miałaś obaw, że coś może pójść nie tak?

Powiem szczerze, że już na samym etapie procesu rekrutacyjnego czułam, że to będzie fajna przygoda. Nawet gdyby miała się zakończyć na samym procesie rekrutacji. Otrzymałam dużo szczegółów, naprawdę czułam indywidualne podejście po stronie Metapack.

Ogromnym plusem było to, że proces rekrutacji nie ograniczył się tylko do spotkania z rekruterem, a potem do spotkania z team leaderem i ewentualnym managerem. Potem był jeszcze kolejny etap, czyli poznanie zespołu. Przyznam, że byłam tym pozytywnie zaskoczona. Zespół mógł dzięki temu poznać mnie, potencjalną nową członkinię, i ja też mogłam poznać zespół. To się nie zdarza często na etapie procesu rekrutacyjnego i to też pomaga rozwiać ewentualne wątpliwości.

Łatwo było się dotrzeć z zespołem w warunkach zdalnych?

Zawsze powtarzam, że team 501 to najlepszy zespół w całej firmie (śmiech). Jest w nim oprócz mnie sześć osób: team leader, czterech developerów i jeden Quality Analyst. Naprawdę fajnie się dogadujemy. Oczywiście, dołączanie w czasie pandemii było utrudnieniem. Teraz praktycznie każdy z nas pracuje zdalnie i była to pewna przeszkoda, ale tutaj ogromną rolę odegrał sam Metapack. Mimo że komunikacja nie była bezpośrednia, firma ma już doświadczenie w pracy zdalnej, więc rozmowy na Slacku czy Zoomie są naturalnym podejściem w codziennej pracy.

Zespół fajnie też przygotował się. na moje przyjście. Czułam się zaopiekowana od samego początku. Staraliśmy się nawet umawiać na wirtualną kawę po to, żeby faktycznie komunikacja między nami nie umarła. Teraz możemy też spotkać się w biurze. Możemy sobie zarezerwować miejsca i dostosowując się oczywiście do reżimu sanitarnego, możemy się zobaczyć i porozmawiać, spędzić ten jeden dzień czy nawet kilka godzin w biurze, spotkać się zespołowo.

Jesteś w Metapack od sześciu miesięcy. Czy jesteś już wdrożona w pełni w swoje obowiązki? Jak wygląda Twój typowy dzień pracy?

Póki co, ciągle jestem świeżakiem, a to oznacza, że mój zakres obowiązków cały czas się rozwija. Kiedy rozpoczęłam pracę, wzięłam udział w pełnym procesie onboardingu, który obejmował mnóstwo szkoleń, spotkań z różnymi osobami w firmie. Było to bardzo dobrze zorganizowane – dostałam dokładny plan, jak mój onboarding będzie przebiegał, więc nic mnie nie zaskoczyło. Każdy Metapackers ma taki plan, ścieżkę, według której będzie się rozwijał. Ten proces nie kończy się po tym pierwszym, trzymiesięcznym okresie onboardingu. Ciągle są nowe rzeczy, które dochodzą i których trzeba się nauczyć.

Jeśli więc chodzi o mój zakres obowiązków, to na początku był on bardzo podstawowy, żebym mogła odnaleźć się w zespole, poczuć się komfortowo i swobodnie. W miarę upływu czasu, kiedy już oswoiłam się z tymi pierwszymi obowiązkami, zaczęły dochodzić kolejne. Dla mnie to bardzo komfortowe rozwiązanie, bo wszystko odbywa się płynnie, w usystematyzowany sposób. Pozwala to na spokojne wdrażanie się do obowiązków i stopniowe rozwijanie umiejętności.

Czyli podsumowując, zyskałaś to, czego chciałaś – możliwość pracy w branży IT i spokojniejsze życie bez wyścigu szczurów?

Zdecydowanie!

Poprzedni artykuł

Utalentowany Metapack – jak rekrutujemy specjalistów branży IT?

przeczytaj

Następny artykuł

Awans nie zawsze jest „do góry”

przeczytaj